Dzień 9 ( OYT ) – Ceny w Indiach i poranna joga

Dzisiaj wczesna pobudka tak by zdążyć na wschód słońca i poranną jogę.

Było super. Przy wschodzie słońca przygladalem się obrzedom religijnym, później krótki koncert i joga. Pierwszy raz w życiu byłem na jodze i to nie byle gdzie tylko nad Gangesem. Dodatkowo proadzona była przez znaną osobę z branży. Po powrocie śniadanie i ostatnie rozmowy przed wyjazdem do Kalkuty. Naprawdę coś niesamowitego w ciagu zaledwie dwóch dni stworzyliśmy fajną międzynarodową ekipę. Miałem sporo czasu więc postanowilem że powoli przejdę na dworzec kolejowy, odwiedzając po drodze różne sklepy aby podać przykłady cen.
Wbrew pozorom woda to spory wydatek. 1 litr to 20 rupi = 1 zł. 2 litry bardziej opłaca się kupić – cena 30 rupi = 1,5 zł. Dodam że faktycznie woda idzie jak woda. W Polsce pijemy ok 1,5 litra a tu trzeba liczyć 4. Oczywiście miejscowi w większości piją prosto z kranu ale nikt normalny spoza Indii takiej nie pije, nawet kostek lodu się nie bierze. Wychodzi na to że za 4 litry wody butelkowanej mamy naprawdę porządny obiad. Apropo wody to wczoraj dotknąłem małym palcem wody w rzece Ganges ( zaraz przepłukałem wodą z butelki ☺).
Najpopulrniejsze są pierogi z różnymi nadzieniami (raczej wszystkie bezmięsne). Cena za sztukę to od 5 do 10 rupi czyli od 25 do 50 groszy. Oczywiście w cenie jest sos. Przyznam się że zasmakowały mi i najczęściej je kupuję, bo można szybko kupić jednego i iść dalej. Chleba jako takiego nie ma – są placuszki. Ceny które pokazałem na zdjęciach są z lepszych sklepów. Sklep TH to był czysto firmowy sklep. Kompletnie miczym się nie różnił od tych w Polsce. Na bazarach i straganach (a ich jest najwięcej) ceny są zdecydowanie niższe i mozna się targować. Przyklad kolega chciał kupić miniaturowe szachy do grania. Pan powiedział że kosztują 1500 rupi. Faktycznie kolega nawet nie miał przy sobie tyle. Tylko 300 rupi. Hindus z początku nie chciał nic opuścić aż w końcu sprzedał za te 300 rupi czyli 5 razy taniej niż cena wyjściowa.
Widziałem dzisiaj jak produkują tkaniny na stuletnich maszynach.
Kompletny chaos organizacyjny panuje na kolei. Największy pracodawca w Indiach. Wszystkie pociągi jakimi jechałem były opóźnione od godziny do dwóch. Nerwcy można dostać czekając ma swój pociąg. Opóźniony to raz ale najgorsze ze nie wiadomo na ktory peron przyjedzie. Każdy mówi co innego a na tablicy informacji jeszcze inaczej. Chyba 4 razy biegałem z peronu na peron. Dobra opcja to nocny pociąg bo 2 w jednym (nocleg i transport). Rano będę w Kalkucie